obiecałam Wam górski post. I choć od poniedziałku spędzam ostatni tydzień urlopu we Władysławowie, poniżej kilka(naście) migawek z Tatr.
Ten wyjazd miał wyglądać zupełnie inaczej. Pogoda wprost idealna do
wędrówek... miało być Pięć Stawów, Dolina za Mnichem, Przełęcz pod Kopą
Kondracką, może Czerwone Wierchy... życie jednak napisało swój
scenariusz. Trzeciego dnia wyjazdu, po ponad 10 latach przerwy, po raz
czwarty zwichnęłam rzepkę... na szlaku. Dzięki Bogu udało mi się ją
nastawić i zejść o własnych siłach. Niestety, dalsze wycieczki to tylko
dolinki... i walka z samym sobą...
Z Mężem na Gęsiej Szyi, nic jeszcze nie zwiastowało kontuzji...Miejsce zwichnięcia rzepki :(
Ma koniec jeszcze zdjęcie rozgwieżdżonego nieba nad Tatrami
I pozdrowienia od helskiej foczki!
Pozdrawiam Was cieplutko!







































































