czwartek, 7 września 2017

Spod samiuśkich Tater...

Witajcie,

obiecałam Wam górski post. I choć od poniedziałku spędzam ostatni tydzień urlopu we Władysławowie, poniżej kilka(naście) migawek z Tatr.

Ten wyjazd miał wyglądać zupełnie inaczej. Pogoda wprost idealna do wędrówek... miało być Pięć Stawów, Dolina za Mnichem, Przełęcz pod Kopą Kondracką, może Czerwone Wierchy... życie jednak napisało swój scenariusz. Trzeciego dnia wyjazdu, po ponad 10 latach przerwy, po raz czwarty zwichnęłam rzepkę... na szlaku. Dzięki Bogu udało mi się ją nastawić i zejść o własnych siłach. Niestety, dalsze wycieczki to tylko dolinki... i walka z samym sobą...
Z Mężem na Gęsiej Szyi, nic jeszcze nie zwiastowało kontuzji...
 Miejsce zwichnięcia rzepki :(
 Ma koniec jeszcze zdjęcie rozgwieżdżonego nieba nad Tatrami
I pozdrowienia od helskiej foczki!
 Pozdrawiam Was cieplutko!

6 komentarzy:

  1. Współczuję kontuzji i związanych z nią zmiany planów, ale w dolinkach też cudne widoki:) Przepiękne zdjęcia! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne zdjęcia ...
    Lubię góry , ale wolę popatrzeć z daleka..
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcia, aż się rozmarzyłam... już kilka lat nie widziałam się z Tatrami i trochę tęsknię :) Mam nadzieję, że z rzepką już lepiej.
    pozdrawiam cieplutko, miłego wypoczywania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale cudowne zdjęcia. Myślę, że pomimo kontuzji spędziłaś z Mężem wspaniałe chwile w takim niezwykłym miejscu. Góry są wspaniałe.
    Uściski, Agniesiu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Walka z samym sobą kończy się różnie, trzymam kciuki żeby było już tylko dobrze :-) Niemniej jednak fotki są cudowne, aż chce się tam być!

    OdpowiedzUsuń

No, a czasem się do mnie uśmiechniesz
Znikną smutki szaro – niebieskie
Stoisz w progu i słońce masz w oczach,
Więc dziękuję Ci za to, że jesteś.
- Czesław Miłosz