czwartek, 7 września 2017

Spod samiuśkich Tater...

Witajcie,

obiecałam Wam górski post. I choć od poniedziałku spędzam ostatni tydzień urlopu we Władysławowie, poniżej kilka(naście) migawek z Tatr.

Ten wyjazd miał wyglądać zupełnie inaczej. Pogoda wprost idealna do wędrówek... miało być Pięć Stawów, Dolina za Mnichem, Przełęcz pod Kopą Kondracką, może Czerwone Wierchy... życie jednak napisało swój scenariusz. Trzeciego dnia wyjazdu, po ponad 10 latach przerwy, po raz czwarty zwichnęłam rzepkę... na szlaku. Dzięki Bogu udało mi się ją nastawić i zejść o własnych siłach. Niestety, dalsze wycieczki to tylko dolinki... i walka z samym sobą...
Z Mężem na Gęsiej Szyi, nic jeszcze nie zwiastowało kontuzji...
 Miejsce zwichnięcia rzepki :(
 Ma koniec jeszcze zdjęcie rozgwieżdżonego nieba nad Tatrami
I pozdrowienia od helskiej foczki!
 Pozdrawiam Was cieplutko!